Nowości Marca, czyli co wybrałam na promocji 2+2 w Rossamnnie

Nowości Marca, czyli co wybrałam na promocji 2+2 w Rossamnnie


Witam Was serdecznie kochani. Niestety post nie pojawił się w poniedziałek, ale musicie mi wybaczyć. Miałam sporo spraw na głowie, do tego pożerał mnie ból reumatyczny z którym walczę do dziś. Niestety nie czułam się na siłach, by dokończyć recenzję hitu, który upolowałam ostatnio w Rossmannie.
Chociaż nie mamy jeszcze końca Marca, ja nie planuję kolejnych zakupów, dlatego uznałam, że podzielę się z Wami produktami, które kupiłam min. na promocji 2+2 w Rossmannie. Pierwszy raz korzystałam z tej promocji i muszę przyznać, że pewnie jeszcze kiedyś skorzystam :D



1./2./5. Aletrra maska, odżywka i szampon nawilżający do włosów z Bio granatem i aloesem - o całej tej serii słyszałam już wcześniej. Przyznam, że w tym wypadku kierowałam się również ceną, ponieważ z jednej strony potrzebowałam nowej maski do włosów. Szampon akurat też się kończył, no a odżywka w sumie też by się przydała.
Seria jest naprawdę tania i ma przyjemne składy. Maskę oraz odżywkę dostaniemy za 9.99 zł, szampon za 8.99 zł. Jestem bardzo ciekawa jak się u mnie sprawdzą te produkty,
3. NaturalMe glinka czerwona - miałam urodzinki, więc poza małą imprezką urodzinową postanowiłam zrobić sobie prezent i w końcu sprawdzić glinkę czerwoną. Podobno fajnie oczyszcza, jest delikatna, dedykowana cerom naczynkowym. Użyłam jej dopiero raz, więc jeszcze nie mogę się wypowiedzieć, ale cena glinki NaturalMe jest przyjemna. Kupiłam ją w SuperPharmie za 20 zł.
4. Isana krem do rąk z aloesem - kremik był tani, a ja ostatnio używam sporo kremów do rąk. Idą u mnie jak woda, dlatego przy okazji zakupów w Rossku dorzuciłam ten aloesowy z Isany. No nie jestem zachwycona, ale nie wiem czego można spodziewać się po kremiku za 4 zł ;p
6. Isana Hair Professional olejek do włosów z olejem arganowym - szukałam niedrogiego olejku do zabezpieczenia końcówek i tak trafiłam na Isanę. Na razie radzi sobie całkiem dobrze. Nie przetłuszcza włosów, ale muszę dokładniej przyjrzeć się i poobserwować włoski przez jakiś czas po jego stosowaniu. Kosztuje tylko 12.99 zł.

A Wy planujecie jeszcze jakieś zakupy w Marcu? Co udało Wam się już złapać w tym miesiącu? Korzystaliście z promocji 2+2? :D
MASK TIME: BIELENDA | Smootie mask maska normalizująca i Hydro Booster Jelly Mask

MASK TIME: BIELENDA | Smootie mask maska normalizująca i Hydro Booster Jelly Mask



Hej kochani. Na dworze dość wietrznie, ale mimo wszystko cieszę się, że za oknem mamy coraz więcej ciepłych dni.
Niedawno w nowościach lutego mogliście zobaczyć dwie maseczki Bielendy, które udało mi się złapać na promocjach w Rossmannie. Dziś w serii "Mask Time" mam dla Was recenzję probiotycznej maseczki normalizującej z awokado+kiwi, która przyciągnęła mnie do siebie nazwą i opakowaniem oraz znanej już od dawna maseczki Hydro Booster Jelly Mask.
Czy się sprawdziły? Niżej znajdziecie odpowiedź, zapraszam ;)

Informacje o produkcie
SMOOTHIE MASK - żelowa lekka maseczka bogata w składniki aktywne, przeznaczone do pielęgnacji cery mieszanej, tłustej, trądzikowej.

Wyjątkowa BOGATA FORMUŁA maseczki o normalizujących, przeciwtrądzikowych i rozświetlających właściwościach, nie obciąża skóry, idealnie wchłania się, skutecznie pielęgnuje naskórek skłonny do niedoskonałości i przetłuszczania.



• Produkt: Bielenda Smoothie mask - maseczka probiotyczna z akowado i kiwi
• Cena: 4.99 zł
• Gdzie kupić: Rossmann

Działanie
Przede wszystkim maseczka zawiera ekstrakt z kiwi, który wykazuje działanie antyrodnikowe, przeciwstarzeniowe. Dodatkowo nawilża, wygładza i regeneruje naskórek. W maseczce znajdziemy też olej z awokado, który powinien silnie nawilżyć i odżywić naskórek oraz probiotyk, który ma za danie wzmocnić i poprawić odporność skóry, wspomóc regenerację naskórka i przywrócić jej prawidłowe pH.
Niestety mimo kilku fajnych składników u mnie maska praktycznie się nie sprawdziła. Pierwszą rzeczą jaką zawsze sprawdzam po otwarciu saszetki to zapach. W tym przypadku doleciał do mnie okropny zapaszek cytrusowego płynu lub kostki do toalety. No relaksujące to to nie było.
Przez kuszącą nazwę "smoothie" miałam nadzieję, że w środku znajdę gęstawą maseczkę o pięknym, soczystym, owocowym zapachu, ale tutaj maseczka była dość rzadka.
Maseczka nie zastyga na skorupę, co jest plusem, ale tworzy lepką powłoczkę.
Co najważniejsze bardzo słabo nawilża. Powiedziałabym, że skóra jest wręcz odrobinę ściągnięta. To co zauważyłam, to przeciętne, delikatne rozjaśnienie i wygładzenie skóry.


Skład
Aqua (Water), Glycerin (gliceryna), Persea Gratissima (Avocado) Oil (olej z awokado), Niacinamide (wit. B3), Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil (olej z pestek winogron), Oryza Sativa (Rice) Bran Oil (olej ryżowy), Actinidia Chinensis (Kiwi) Fruit Extract (ekstrakt z kiwi), Potassium Azeloyl Diglycinate (pochodna kwasu azelainowego), 3-O-Ethyl Ascorbic Acid (kwas askrobinowy), Beta-Glucan (składnik łagodzący skórę), Gluconolactone (kwas PHA), Squalene (skwalan), Beta-Sitosterol,Viola Tricolor Extract (wyciąg z fiołka trójbarwnego), Tocopherol (wit E), Tocopheryl Acetate (wit. E), Ascorbyl Palmitate (antyoksydant), Calcium Gluconate (sub. wiążąca), Vegetable Oil (olej roślinny), Glycine Soja (Soybean) Oil (olej sojowy), Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer (sub. filmotwórcza), Xanthan Gum (zagęstnik), Propylene Glycol (nośnik sub. aktywnych), Triethanolamine (regulator pH), Disodium EDTA, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Sodium Dehydroacetate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin (konserwanty), Parfum (Fragrance), Limonene (sub. zapachowa), Cl 19140, Cl 42090 (barwniki).


• Produkt: Bielenda Hydro Booster Jelly Mask
• Cena: około 3 zł
• Gdzie kupić: Cocolita.pl | Drogeria Rossmann


Informacje o produkcie
HYDRO BOOSTER JELLY MASK - maseczka zapobiega utracie wody z naskórka, dzięki czemu wyjątkowo intensywnie i głęboko nawilża. Rewitalizuje i wzmacnia skórę, poprawia jej kondycję oraz koloryt, ujędrnia, opóźnia powstawanie zmarszczek. Usuwa widoczne na twarzy ślady zmęczenia i stresu, przywracając skórze witalność i blask. Błyskawicznie likwiduje uczucie nieprzyjemnego napięcia skóry, koi, łagodzi podrażnienia.

Zawiera cenione składniki aktywne, dzięki czemu doskonałe rezultaty widoczne są natychmiast, już po jednym zastosowaniu.

Działanie
W maseczce znajdziemy ekstrakt z jagód acaii, które bogate są w witaminy A, B, E oraz składniki mineralne takie jak magnez, krzem cynk. Jagody wzmacniają i nawilżają naskórek. Maska zawiera również algi koralowe, które wygładzają, nawilżają oraz opóźniają procesy starzenia się skóry. Woda różana odżywia, uelastycznia i dodaje blasku szarej skórze.
W porównaniu do maseczki Smootkie, Hydro Booster pachnie bardzo przyjemnie. Jest to słodki zapach, wręcz cukierkowy. Takie zapachy to ja lubię!
Maseczka ma fajną, żelową konsystencję, którą łatwo zaaplikować na twarz.
Maska w żaden sposób mnie nie podrażniła, ani nie uczuliła, ale niestety również nie nawilżyła skóry. Szczerze mówiąc nie zauważyłam żadnej widocznej poprawy. Poza tym, że maska jest lekka i nie zapycha, to nie robi chyba nic, co bardzo mnie zdziwiło. Do tego jest nieco trudna w zmyciu.
Saszetka starczyła mi na 3 użycia, więc nie jest źle.


Skład
Aqua (Water), Panthenol (pentanol), Rosa Damascena Flower Water (woda różana), Sodium Hyaluronate (kwas hialuronowy), Hydrolyzed Corallina Officinalis Extract (ekstrakt z czerwonej algii koralowej), Euterpe Oleracea(Assai) FruitExtract (ekstrakt z jagód acaii), Gluconolactone (kwas PHA), Calcium Gluconate (sub. wiążąca), Carbomer (zagęstnik), Maltodextrin (zagęstnik) ,Polysorbate 20 (emulgator), Potassium Hydroxide (regulator pH), Ethylhexylglycerin (humektant), Phenoxyethanol ,Sodium Benzoate (konserwanty), Parfum (Fragrance), CI 17200 (barwnik)


Ocena końcowa
Niestety żadna z tych masek mnie do siebie nie przekonała. Seria Smoothie zapowiadała się świetnie, ale już na wstępnie mnie zniechęciła. Hm, może dam szansę innym maskom z tej słodko wyglądającej serii i odkryję perełkę. Hydro Booster z pewnością nie kupię ponownie.


A czy Wy mieliście okazję spróbować już masek z serii Smoothie? Czy polubiliście się z nimi? A może jest tam ktoś, kto polubił się z maseczką Hydro Booster?
Nowości Lutego

Nowości Lutego


Witam kochani. Jak u Was z pogodą? W Krakowie dziś cieplutko. Oby już tak pozostało.
Dziś przychodzę z szybciutkim postem w którym przedstawię Wam nowości Lutego. Nie było ich zbyt wiele, ponieważ obecnie jestem na etapie poważnych oszczędności. Kupuję to co niezbędne, by utrzymać prawidłową pielęgnację, ale nie wydaję na głupoty. Za pół roku planuję powrót do Holandii, więc pieniążki będą mi potrzebne, do tego jak na złość w kółko nawiedzają mnie choróbska co również wiąże się z kosztami.
Pamiętajcie, najpierw dbamy o zdrowie, później wydajemy na kosmetyki, bo nawet najdroższe produkty nie sprawią, że będziemy piękniejsi, jeśli od środka będzie nas pożerać choroba ;)



1. Bielenda Hydro booster jelly mask - maseczka ta jest już dobrze znana, aczkolwiek dopiero teraz trafiła w moje łapki. Zapłaciłam za nią około 2-3 zł na promocji w Rossmannie, więc to idealna okazja, by spróbować nawilżającego żelu z jagodami akai, algami koralowymi i wodą różaną inspirowanego koreańską pielęgnacją.
2. Bielenda Smoothie Mask z awokado i kiwi - maseczkę również kupiłam za około 3 zł na promocji. Cała seria maseczek probiotycznych zainteresowała mnie dość mocno, jednak zdecydowałam się na normalizującą. Hm, maskę już wykorzystałam i nie jestem co do niej przekonana. Oczywiście za jakiś czas pojawi się recenzja.
3. 7th Heaven Strawberry Souffle - maska miała trafić do mojej mamy, ale ostatecznie sama ją wykorzystałam (ciii, mamie dokupię później ;). W okresie jesienno-zimowym moja skóra kocha wszystkie nawilżająco-wygładzające maski, a ja kocham maski tej marki, więc czego chcieć więcej :D
4. Isana Hydro Booster - długo zastanawiałam się czy kupić tę maseczkę. Jest to maska nawilżająca, a moja skóra właśnie takich potrzebuje. Maska była ultra tania, bo dałam za nią jakieś 1,30. Zastanawiałam się czy to w ogóle zadziała, czy cokolwiek nawilży? A niech, będzie, to tylko 1,30 zł. Maska nadal czeka w kolejne na użycie. Sama jestem ciekawa jak się sprawdzi.
5. Isana masło do ciała Cocoa&Shea Butter - potrzebowałam dużego masła do ciała. Trafiłam na promocję w Rossku. Spojrzałam na skład, wydawał się ok, chociaż nie miałam przy sobie listy składników. Coś gdzieś kiedyś słyszałam, że polecają go włosomaniaczki do kremowania włosów. Kocham kosmetyki o zapachu czekoladowym, więc za 8 zł nie mogłam się nie skusić. To był strzał w 10!
6. Bielenda Botanic Formula krem odżywczy z olejem z granatu + amarantus - o Botanic Formula słyszałam wiele, a że potrzebowałam nowego, nawilżającego kremu skusiłam się na ten z olejem z granatu. Krem w promocji kosztował tylko 13 zł i chociaż boje się masła shea oraz gliceryny, to moja skóra wyschła na wiór i w końcu musiałam wybrać coś, co poprawi jej stan. Na razie krem radzi sobie całkiem dobrze i o dziwo nie zapycha. Zobaczymy co będzie dalej ;)
7. Isana krem do rąk Olive - oj to dopiero była tanioszka. Zapłaciłam za niego 2,80 zł. Niestety o tej porze roku krem sobie nie radzi z moimi suchymi dłońmi, ale może latem były fajnym uzupełnieniem codziennej pielęgnacji.
8. Fuss Wohl krem do stóp z łoju jelenia - krem oczywiście nie był drogi, kosztował około 5 zł, jednak wydaje mi się baaardzo średni. Z pewnością nie bije mojego ulubionego Fus Wohl z mocznikiem 25% i gliceryną.


A Wam co udało się złapać w lutym? Macie jakieś fajne nowości? Może coś ciekawe wyhaczyliście na promocjach? :D
Czym jest płyn micelarny do demakijażu i dlaczego warto go zmywać po zastosowaniu. Czy micel można stosować jako tonik?

Czym jest płyn micelarny do demakijażu i dlaczego warto go zmywać po zastosowaniu. Czy micel można stosować jako tonik?


Hej, jak minął Wam weekend? U mnie pracowicie, ale tak jak obiecałam w poście "Dlaczego warto używać toników w codziennej pielęgnacji" stworzyłam dla Was wpis w którym wyjaśnię dlaczego płynów micelarnych nie powinno zostawiać się na twarzy po ich zastosowaniu. Prostym językiem postaram się opisać z czego tak naprawdę składa się płyn micelarny oraz czy można zastąpić tonik takim płynem.
Jeśli szukasz odpowiedzi na te pytania, to serdecznie zapraszam na post :D

Czym jest płyn micelarny?
Płynów micelarny na rynku mamy mnóstwo. Wiele z nich posiada przeróżne dodatki nawilżające lub łagodzące, które można dopasować do swojego typu cery. Wszystkie jednak mają to samo zadanie - oczyszczać skórę w delikatny sposób, tak aby jej nie zapchać i nie podrażnić.

Micele to tzw. mikroskopijne kuleczki, które znajdują się w roztworze wodnym, który widzimy bezpośrednio w opakowaniu. Micel zbudowany jest cząstek hydrofilowych (wodnych) i lipofilowych (tłuszczowych), które niczym magnes pochłaniają brud z naszej skóry. Podczas zetknięcia się cząsteczek wodnych oraz tłuszczowych ze skórą wchłaniają one brud, kurz oraz sebum do środka. Nie naruszają przy tym warstwy hydrolipidowej naskórka.

Dlaczego więc warto zmywać micele z twarzy?
Po pierwsze większość płynów micelarnych zawiera dodatek myjącego detergentu, który może przesuszyć naszą skórę. To tak, jakbyśmy celowo zostawili mydło na dłoniach. Oczywiście jakaś część zaczęłaby się wchłaniać i wysuszać dodatkowo nasze dłonie. Detergenty zaburzają również pH skóry, co wpływa negatywnie na jej wygląd. Odpowiedź na to czym jest pH znajdziesz własnie w poście "Dlaczego warto używać toników w codziennej pielęgnacji" .

Dodatkowo wyobraź sobie, że cześć miceli, które pochłonęły makijaż i brud z całego dnia nadal siedzą na Twojej skórze. Może to doprowadzić do dodatkowego zapchania cery, czego przecież większość z nas chce uniknąć.

Pamiętajmy jednak, że płyn micelarny nie może zastąpić nam żelu, czy pianki do mycia twarzy. Płyn micelarny ma za zadanie usunąć makijaż i brud z powierzchni twarzy, jednak nie ma wystarczającej mocy, by dogłębnie tak jak żel czy pianka wniknąć w nasze pory i oczyścić je.
Płynu używajmy przed właściwym myciem naszym ulubionym produktem do oczyszczania twarzy, by dany produkt mógł lepiej i dogłębniej ją oczyścić.
Jeśli pominiemy ten punkt, a makijaż zaczniemy zmywać od razu żelem czy pianką, może to nie wystarczyć i nasza skóra nie będzie dobrze oczyszczona, przez co nasze pory będę bardziej zapchane, a składniki aktywne z kremu czy serum nie będą miały szansy przedostać się w głąb naskórka.

Czy płyn micelarny można stosować jako tonik?
Uważam, że nie można. A dlaczego? A dlatego, że oba produkty mają zupełnie inne zastosowanie. Płyn micelarny jak już wiecie stosujemy do wstępnego oczyszczenia skóry z makijażu oraz brudu. Tonik ma za zadanie przywracać odpowiednie pH skóry oraz odświeżyć ją. Oczywiście może dodatkowo wymyć pozostałości makijażu po umyciu skóry płynem micelarnym i żelem, ale to powinny być minimalne ilości, o ile nie zerowe. Jeśli po umyciu skóry żelem nadal widzimy, że na płatku nasączonym tonikiem pojawia się brud, znaczy to, że zwyczajnie niedokładnie umyliśmy twarz.

Moim zdaniem jeśli mamy ochotę w ciągu dnia bez makijażu przemyć skórę dla jej odświeżenia, lepiej jest wybrać tonik, aniżeli płyn. Jeśli już zdecydujemy się na płyn, to pamiętajmy, by zmyć go wodą a następnie spsikać buzię delikatnym tonikiem lub hydrolatem.

Wybierajmy płyny micelarne z jak najbardziej naturalnym składem. By dobrze oczyszczał skórę nie potrzebujemy masy konserwantów oraz silnych detergentów. Wystarczy kilka składników + ewentualne wspomagacze typu woda różana, czy olejek herbaciany.

Niżej znajdziecie 4 popularne drogeryjne płyny micelarne z dobrym składem. Jeśli macie ochotę poznać więcej, to zapraszam na post Kosmetyki z drogerii z dobrym składem| Demakijaż #1 i Kosmetyki z drogerii z dobrym składem | Demakijaż #2




A Ty zmywasz płyn micelarny? Jaki jest Twój ulubiony?

Może Ci się również spodobać: 
Recenzja: Paczka od Lily Lolo, czyli mineralne kosmetyki do makijażu z dobrym składem

Recenzja: Paczka od Lily Lolo, czyli mineralne kosmetyki do makijażu z dobrym składem


Witam. W grudniu odezwała się do mnie firma mineralnych kosmetyków Lily Lolo. Kiedy zaproponowali mi współpracę, byłam pozytywnie nastawiona, ponieważ nie raz słyszałam o marce wiele dobrego i sama chciałam wypróbować ich kosmetyki. W związku z tym, że moja cera łatwo się zapycha, a do pracy noszę ciężkie podkłady oraz pudry, na co dzień chciałam dać skórze odpocząć i przekonać się jak sprawdzą się u mnie minerały.
Od Lily Lolo otrzymałam wybrane przez siebie i dopasowane kosmetyki do makijażu twarz. W paczce znalazłam również duży pędzel kabuki do nakładania podkładu.
Oczywiście wszystko co przeczytacie w poście jest moją osobistą opinią na temat każdego z produktów i nic nie zostało mi narzucone, dlatego uzbroicie się w kawkę lub herbatkę, ponieważ serdecznie zapraszam na nieco dłuższą recenzję.


Podkład w kolorze Popcorn 
Podkład, jak i puder zamknięte są w ładnych, eleganckich, plastikowych, jednak szybko brudzących się opakowaniach z sitkiem. Oba produkty łatwo jest wydostać ze środka.
Podkład oraz puder mają jedwabistą, sypką konsystencję. Zapach jest raczej neutralny w stronę kredowego
.

Podkład zawiera niewielki filtr SPF15. Podkład nakładam okrężnymi ruchami przy pomocy pędzla Super Kabuki, dzięki czemu lepiej wtapia się w skórę i wygląda naturalniej.
Przyznam, że byłam zaskoczona jego kryciem. Myślałam, że podkład będzie bardzo delikatny i chociaż nie zakryje nam wszystkich większych zaczerwienień lub bardziej widocznych naczynek, to cera odzyskuje jednolity kolor. Krycie nazwałabym lekkim w stronę średniego, ale wszystko zależy od tego jaki efekt chcemy uzyskać. Przy 3 warstwach, które zazwyczaj nakładam uzyskuję własnie lekko średnie, naturalne krycie na co dzień.
Niestety podkład nie ma właściwości nawilżających, dlatego każda cera, w szczególności suche powinny porządnie nawilżyć twarz przed aplikacją. Obecnie moja cera jest przesuszona, a podkład potrafi podkreślić suche partie twarzy, co nie wygląda ładnie. Przy zbyt małym nawilżeniu może nawet podkreślić zmarszczki.
Podkład przypudrowany ściera się w miarę równomiernie, ale potrafi osadzić się w załamaniach.

INCI: MICA, ZINC OXIDE [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE)].
CENA: 81.90 zł/ 10g 



Puder Flawless Silk
Puder Flawless Silk to brzoskwiniowo-różowy odcień, który bardzo delikatnie rozprasza światło dodając cerze naturalności i świeżości. Twarz wydaje się nieco bardziej rozświetlona, ale przy przesuszonej cerze potrafi jeszcze bardziej uwydatnić suche skórki.
Do tej pory używałam go tylko w połączeniu z podkładem Lily Lolo i niestety mam wrażenie, że po 4 godzinach moja twarz zaczyna się dość intensywnie świecić, co nie ma miejsca przy silikonowych podkładach (obecnie króluje u mnie Golden Rose Total Cover). Niestety mam również wrażenie, że produkty delikatnie się ważą, a buzia zamienia się niechciane ciasteczko. Z drugiej strony wydaje mi się, że przy mojej przesuszonej cerze wydzielające się sebum nadaje więcej naturalnego blasku, którego brakowało tuż po zaaplikowaniu kosmetyków.

INCI: MICA [+/- CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE)]
CENA: 81.90 zł/ 4,5g



Wielki plus za to, że oba produkty mają naturalny skład i nie zapychają porów. Mimo trwałości może to uratować cery, które potrzebują odpocząć od ciężkich podkładów lub chcą zachować naturalny wygląd.


Korektor pod oczy Lemon Drop
Korektor pod oczy jako jedyny z paczki jest produktem sprasowanym. Ma żółtawy odcień, dzięki czemu fajnie ukrywa zasinienia pod oczami. Przyznam, że nie byłam przekonana do jego krycia. Samodzielnie nie potrafi zbudować zadowalającego mnie krycia pod okiem, ale w połączeniu ze standardowym korektorem pod oczy (obecnie Catrice Liquid Camuflage) daje niezłe, naturalne krycie oraz wykończenie. Strefa pod okiem jest przyjemnie rozjaśniona.
Trzeba uważać, ponieważ korektor pod oczami daje żółty odcień, dlatego warto dobrze go rozblendować/wklepać, by mógł wtopić się skórę i połączyć z podkładem lub bazowym korektorem.
Korektor nakładałam morką gąbeczką. Przy tej metodzie krycie jest bardzo delikatne. Sucha gąbeczka daje już dużo większe krycie.

INCI: Mica, Zinc Oxide, Smmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Tocopherol, Hellanthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, [+/- CI 7789] (Titanium Dioxide), CI 77007 (Ultramarines), CI 77492 (Iron Oxide).
CENA: 60,20 zł/ 4g


Korektor kryjący Nude
Korektor kryjący to produkt sypki, który przy codziennym cięższym makijażu nie spełniałby moich oczekiwań, ponieważ jego krycie faktycznie jest naturalne i niezbyt ciężkie. Wykończenie ma matowe i chociaż w pierwszej chwili wydawało mi się, że nie stapia się z kolorem podkładu, to w ostateczności wygląda przyzwoicie i naturalnie ukrywając przy tym większe zaczerwienienia, szczególnie te odstające.

INCI: KAOLIN, ZINC OXIDE [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE)]
CENA: 51.20 zł/ 5g



Pędzel Super Kabuki
Pędzel jest świetny, chociaż dla mnie trochę za duży. Jest gęsty i miękki. Wykonany jest z dobrego gatunkowo syntetycznego włosia, które pozwala na szybkie i bezproblemowe rozprowadzenie podkładu.
Mycie pędzla nie jest już takie łatwe. Trzeba poświęcić mu trochę czasu, ponieważ przez swoją gęstość trudno jest go wypłukać. Schnie również w wolnym tempie. Nie zauważyłam, by włosie wypadało, czy zmieniało swój kształt. Warto pamiętać o nałożeniu osłonki na pędzel po jego umyciu, która pomaga utrzymać oryginalny kształt pędzla.

CENA: 91.90 zł



A czy Wy kiedykolwiek mieliście styczność z marką Lili Lolo? Co myślicie o tych produktach. Czy w ogóle używacie minerałów?

Może Ci się również spodobać: 
Copyright © 2014 Karolinka's beauty and makeup , Blogger